Nie ma cwaniaka nad Warszawiaka

Grupa Warszawiaków postanowiła zbudować apartamentowce na Mierzei Helskiej. Rozmach, kilka budynków, układy w samorządzie, duże pieniądze. Tylko wykonawcom nie chciano płacić.

O pomoc zwrócił się do mnie projektant. Zrobił projekt z uzgodnieniami i wizualizacjami. Warszawiacy unikają rozmów o nabyciu projektu i zapłacie. Tymczasem bez umowy z projektantem na podstawie jego projektu rusza budowa i sprzedaż apartamentów. W końcu Warszawiacy przesyłają propozycję skandalicznej umowy z przejściem autorskich praw majątkowych za bardzo niskie wynagrodzenie.

Na początek zabezpieczenie dowodów. Korespondencja w sprawie zawarcia umowy dowodząca, że Warszawiacy nie mają umowy uprawniającej do korzystania z projektu. Wizualizacje ze strony internetowej Warszawiaków zdjęte i opatrzone datą pewną przez osobę zaufania publicznego. Oficjalna kontrola na placu budowy w ramach nadzoru autorskiego. Okazało się, że z ziemi wyrastają już fundamenty. Wpis do dziennika budowy w bardzo nerwowej atmosferze.

Zastosowałem chwyt z prawa autorskiego. Za naruszenie autorskich praw majątkowych przysługuje ustawowa kara w wysokości trzykrotności wynagrodzenia. Sposób ustalenia podstawowego wynagrodzenia ustawa też określa. Do naruszenia już doszło, Warszawiacy nie dostali nawet licencji, nie mówiąc o przeniesieniu autorskich praw majątkowych.

Przyparci do muru Warszawiacy podpisali umowę korzystną dla mojego klienta z poddaniem się egzekucji wynagrodzenia wprost z umowy (oświadczenie w formie aktu notarialnego). Wypłacili wszystko co do złotówki, a na koniec wydali klientowi wspaniałe referencje.

Anonimowość w internecie zwiększa poczucie braku odpowiedzialności za wypowiedzi. Na tej stronie wyłączyłem komentowanie. Preferuję bezpośrednie dyskusje w realnym świecie :-)