Zablokowanie zasiedzenia na rzecz spółdzielni

W komunistycznej Polsce państwo nie liczyło się z prawem własności. Spółdzielnia mieszkaniowa dostała od państwa grunt obok działki mojego klienta. Część tej działki (udział) nabyła od klienta pod groźbą wywłaszczenia. Na obu działkach spółdzielnia wybudowała wielki blok.

Klient formalnie stał się współwłaścicielem budynku spółdzielni. Oczywiście nikt go nie traktował jako spółdzielczego kamienicznika. Niezły galimatias. Do upadku komunizmu nic z tym nie zrobiono. Prawo kaduka.

Doradziłem klientowi, aby wystąpił o zniesienie współwłasności poprzez przeniesienie własności swoich udziałów na spółdzielnię ze spłatą równowartości od spółdzielni. Biegły oszacował dopłatę na solidną sumę. Broniąc się spółdzielnia wniosła o zasiedzenie własności udziału.

Byliśmy na to przygotowani. Przeprowadziliśmy dowód, że rodzina mojego klienta była szykanowana przez komunistów jako kamienicznicy i kułacy, a zaboru ziemi dla spółdzielni dokonano z użyciem gróźb. Dzięki temu bieg terminu zasiedzenia rozpoczął się dopiero od 4 czerwca 1989 r. i oczywiście nie upłynął do czasu sporu sądowego ze spółdzielnią.

Sąd oddalił wniosek spółdzielni o zasiedzenie. Spółdzielnia zapłaciła klientowi rynkową wartość za grunt, na którym wybudowała budynek według cen po górce z końca I dekady XXI w.

Anonimowość w internecie zwiększa poczucie braku odpowiedzialności za wypowiedzi. Na tej stronie wyłączyłem komentowanie. Preferuję bezpośrednie dyskusje w realnym świecie :-)