Podział postkomunistycznej spółdzielni mieszkaniowej

Kilkuset mieszkańców największej w G. spółdzielni mieszkaniowej postanowiło założyć nową mniejszą spółdzielnię. Podział przebiegał poprawnie do chwili, gdy zarząd spółdzielczego molocha postanowił pozostawić sobie własność wynajmowanych lokali użytkowych o powierzchni kilku tys. metrów kwadratowych. Lokale te były związane z wyodrębnianą częścią spółdzielni. Wydzielająca się grupa spółdzielców oddała sprawę do sądu.

Walczący o podział spółdzielcy zwrócili się do mnie o pomoc, gdy po kilku latach procesu zanosiło się na ich porażkę. Zbadałem sprawę. Horror. Dotychczasowi pełnomocnicy powodów nie sprecyzowali żądania pozwu, nie przedstawili planu podziału, nie zauważyli innych istotnych braków uchwały podziałowej.

Przejmując sprawę, mimo obstrukcji molocha (nieudostępnianie danych finansowych), przygotowałem korzystny dla klientów plan podziału. Miałem okazję połączyć wiedzę z ekonomii (zwłaszcza rachunkowość) i prawa. Plan stał się podstawą postępowania dowodowego i znalazł potwierdzenie w opinii biegłego sądowego.

Odkręciłem sprawę w sądzie. W pułapkę dowodową złapałem pełnomocnika przeciwnika. Był tak pewny zwycięstwa molocha, że nie pofatygował się złożyć wniosków dowodowych, mimo zobowiązania, które na mój wniosek nałożył na niego sąd.

Rezultat: moi klienci zwyciężyli uzyskując własność wszystkich wynajmowanych lokali użytkowych.

Anonimowość w internecie zwiększa poczucie braku odpowiedzialności za wypowiedzi. Na tej stronie wyłączyłem komentowanie. Preferuję bezpośrednie dyskusje w realnym świecie :-)