Moje odkrywanie ekonomii

Standardem na studiach doktoranckich w Stanach Zjednoczonych jest nauka kolejno: mikro i makroekonomii, metod ilościowych oraz na końcu metodologia ekonomii i przedmioty pozaekonomiczne (np. psychologia, socjologia, filozofia). Odwróciłem tę kolejność, aby efektywniej szukać rozwiązania ciekawych zagadek ekonomicznych. Jest moc.

Tomasz Urbaś
Tomasz Urbaś

Najpierw poczytałem o historii ekonomii, metodologii pracy naukowej i odkryć naukowych. Poznałem podstawy psychologii, socjologii i filozofii nauki. Następnie szukam mechanizmu wyjaśniającego problem kreśląc zależności – szkic modelu. Zdecydowanie jestem wzrokowcem. Kreślę, wyobrażam sobie, zmazuję, przerysowuję. Czasami… eureka! Nie, nie w wannie, najczęściej podczas spaceru lub snu, no jakoś tak mam 🙂 Wreszcie przystępuję do zapisu pomysłu językiem matematyki.

Matematyka to nuda? Nie, świetna zabawa. Raz zdarzyło się, gdy pod koniec całej strony wyprowadzania równania, ze zdumienia otworzyłem usta. Dostałem w wyniku coś tak prostego, niemal oczywistego, pięknego, że pojawiło się sakramentalne pytanie: czy ktoś na to już nie wpadł?

No właśnie, dopiero gdy uzyskuję konkretny wynik, sprawdzam, czy stanowi on uzupełnienie luki naukowej, czy tylko odtworzyłem coś już znanego w nauce. Przedkładam swobodę myślenia o nowym ułożeniu ekonomicznych puzzli nad ryzykiem, że wyważam otwarte drzwi. Wyważanie otwartych drzwi też ma swoje plusy – ćwiczy umysł i stanowi dla mnie dowód, że myślę poprawnie.  A zdarza się tak.

To był jeden z pierwszych, nie powiem, fajnych pomysłów. Zacząłem sprawdzać, czy ktoś już podobnie nie myślał. W końcu dzięki pomocy mojego naukowego anioła (“anioł” nawiązuje do treści wykładów pani prof. o finansowaniu spółek technologicznych), dotarłem do zakurzonego artykułu Paula Samuelsona sprzed wojny. Najpierw rozczarowanie – pomysł rozpoczynający wnioskowanie nie był oryginalny. Potem wstrząs. Myślę ścieżkami wielkiego Samuelsona. Poczułem odwagę. Stamtąd gdzie Samuelson stanął, pociągneliśmy dalej.

Jest paradoks. Wyższa matematyka pozwala załatać kolejne luki w teorii ekonomii opartej na paradygmacie neoklasycznym. Odbywa się to kosztem prostoty, intuicyjności, piękna i… pojawiania się kolejnych dziur. Świadomie wybrałem inną drogę. Paradygmat nie jest dla mnie świętością. Gdy stoję na szerszym, ogólniejszy i stabilniejszym fundamencie uzyskuję wyniki takie jakich pragnę – piękne bez stosowania zbyt zaawansowanej matematyki. Zasadniczo stosowanie wyszukanej matematyki, rodem z teorii względności i mechaniki kwantowej (rewolucja modernistyczna w ekonomii), to przyczynek do wnioskowania o kryzysie naukowym. Dokładnie o takim kryzysie, o jakim pisze Thomas Kuhn w “Strukturze rewolucji naukowych”.

Czytam prace czołowych ekonomistów świata i dostrzegam, że niektórzy stanęli na rozdrożu: komplikacja modelu przy zachowaniu paradygmatu lub uproszczenie modelu, ale przy podważeniu paradygmatu. Przez kilka dekad kariery naukowej mocno zakodowali w swoich umysłach ekonomiczne świętości. Wpajają je studentom i opierają na nich własne wyniki. Luka nadal jest 🙂 Luka? Nie, no wyrwa po prostu, mówię wam.

Anonimowość w internecie zwiększa poczucie braku odpowiedzialności za wypowiedzi. Na tej stronie wyłączyłem komentowanie. Preferuję bezpośrednie dyskusje w realnym świecie :-)