tomasz-urbas 26 października 2019

Niech to szlag, szarańcza ich mać. No, ale kto mógł się spodziewać? Poza mną oczywiście. A mówiłem, tłumaczyłem, jak krowie na rowie: chcecie, to mnie wycofajcie, ale żebyście potem nie płakali. Bo i tak się nie wycofam. Zresztą, w imię czego? Kto tę partię, tymi rękami, z popeliny lepił? Kto nie patrzył na osobiste korzyści, tylko pichcił obywatelską formację, jak, za przeproszeniem, zupę na winie – kto się nawinie, ten wchodzi? Kto musiał zęby szczerzyć do przygłupów terenowych, żeby chcieli łaskawie zady z foteli ruszyć i struktury budować? Kto musiał pazury pokazać, jak mu się palant jeden z drugim do konkurencji rwał? Myślicie, że tylko w Tczewie są „po…eby”, jak to Sławek Nołnejm mawia?

— w ten żartobliwy sposób sytuację w jednej z największych partii opisuje na łamach „Sieci” Krzysztof Feusette.

To porażką pachniało od początku. Kampania wyborcza w toku, a swołocz się uparła, żeby badania wizerunkowe za granicą zamawiać. No, ale jak się chce psa uderzyć, to się go w schronisku nie odwiedza. Siadło pięciu gości, okulary za sto tysięcy, zmarszczki wygładzone za drugie tyle – i wymyślili, że trzeba mnie wymienić. Na babę! Mówię im grzecznie: koleżanki, koledzy, przecież ja się tak przebiorę, że mnie nawet w tefałenie nie poznacie. Ja bym sobie taką kieckę załatwił, że te cizie od „Jurnego” to jest mały pikuś. Ale nie – uparli się, kobita musi być prawdziwa i żeby się z partią za bardzo nie kojarzyła. Jak Szczerba z Grabcem to usłyszeli, dawaj się ścigać, który jest mniej kojarzony. Gdybyśmy im puzzli nie dali, toby się pozabijali. I się zaczęło: Zdanowska byłaby dobra, gdyby nie drobny szczegół, że Zimocha nie poparła. Dulkiewicz w tłoku jeszcze by uszła, tyle że – jak Sławek na taśmie wspominał – Paweł w Gdańsku wszystkich swoich co zdolniejszych zastępców od razu wycinał. Jej nie wyciął – mówi to państwu coś?

— czytamy.

Na tym nie koniec…

Czyli że Małgosia. Piękna chwila była, bardzo wzruszająca, bo jak zaczęła każdego po kolei przytulać, to nam do rana zeszło. Ja od bladego świtu musiałem już po telewizjach łazić – że jakby co, to jestem, a w międzyczasie Gosia telepromptery opanowywała. Łatwo nie było, bo jak jej się zez rozbieżny robił, to natychmiast program gubiła. Z drugiej strony – kiedy coś się zgubi, to znaczy, że to coś istnieje, prawda? To trochę tak, jak z poparciem dla nas. Było większe, jest mniejsze, ale kiedyś znowu będzie większe. Ja wam to obiecuję. Obiecałem, że wygramy samorządowe? Obiecałem. Obiecałem, że wygramy europejskie? Owszem. Obiecałem, że wygramy parlamentarne? Jak najbardziej. I dotrzymam słowa. Ale najpierw wygramy prezydenckie. Obiecuję

— podkreśla narrator opowieści ujętej w ramy felietonu.

Tylko – żeby była jasność – muszą zostać spełnione odpowiednie warunki. Po pierwsze, musimy mocniej promować posłankę Jachirę. Nie może być tak, że ona wyjdzie na mównicę i zacznie machać biustonoszem, a u nas będzie cisza w ławach. Albo że w Senacie będziemy udawać, że Gawłowskiego nie znamy. Owszem, ma chłop siedem zarzutów prokuratorskich, ale przecież nie po to nikogo mu w okręgu nie wystawialiśmy, żeby przegrał, prawda? Jest na sali ktoś, kto chciałby, żeby „Gaweł” zaczął mówić? No, właśnie

— dodaje.

Po drugie, jak będzie ktoś z najwyższego kierownictwa partii jechał w tak zwany teren i tam próbował coś tym tak zwanym działaczom wytłumaczyć po dobroci, to weźcie i powiedzcie im od razu, że żadnego nagrywania. Sławek już za to zapłacił, zapytajcie go, czy mu fajnie, jak mu tylko 1,2 tys. głosów w Tczewie zostało. Inna sprawa, że nasz elektorat nie zawsze potrafił poradzić sobie z kartą do głosowania. Za cztery lata trzeba wyrzucić z karty kwadraciki inne niż te na głos przeznaczone, bo ludzie nam potem po logo mażą. Jak się komuś nie podoba, niech wstanie i powie, a nie skrobie przy kamerach. A najlepiej byłoby od razu drukować krzyżyki w kratkach opozycji. Jakby delikwent uznał, że chce zagłosować inaczej, niż wskazano w gazetce wyborczej, to zawsze można przytulić i wytłumaczyć

— czytamy.

Źródło: https://wpolityce.pl/polityka/470248-feusette-dla-siecigladiator-shreki-tak-sie-nie-wycofam